



akryl i olej na płótnie
150 x 150 cm
2025
Inspiracją do powstania tego obrazu był widok korka, który z niemal przerażającą regularnością tworzy się na ulicy Zwycięskiej we Wrocławiu. Codziennie spędzałem tam 15–20 minut, stojąc w szeregu samochodów, by przejechać zaledwie 700 metrów do własnego garażu podziemnego. Ten czas zamienił mnie w mimowolnego obserwatora miejskiego życia.
W korku wszyscy byli równi – stare i nowe auta, drogie i zupełnie zwyczajne. Jedyną wspólną potrzebą było dotarcie do domu: bezpiecznie i możliwie szybko. Słuchając muzyki przez prosty odbiornik Bluetooth ustawiony na 108 MHz, co jakiś czas natrafiałem na obce audycje. Inni kierowcy wpadli na ten sam pomysł. Z głośników mieszały się języki, dźwięki, fragmenty rozmów. Ten chaos stał się dla mnie impulsem do refleksji.
Zacząłem się zastanawiać, czy słysząc rozmowy po koreańsku, indyjsku czy ukraińsku, naprawdę powinienem widzieć w nich zagrożenie. Czy to są rozmowy o „podbiciu świata”, jak sugerują niektóre pełne gniewu narracje medialne, czy raczej zwykłe pytania: co ugotować na obiad, jak dzieci poradziły sobie w szkole, jak minął dzień? Uświadomiłem sobie, że niezależnie od pochodzenia nasze drogi dosłownie i symbolicznie się pokrywają. Chcemy tego samego – spokoju, bezpieczeństwa, domu.
Ta myśl wróciła do mnie z jeszcze większą siłą, gdy zrozumiałem, że sam czuję się uchodźcą – może nie w sensie geograficznym, ale emocjonalnym. Mieszkam w mieście, z którym nie do końca potrafię się utożsamić. Czy to czyni moje myśli złymi? A może po prostu boimy się tego, czego nie rozumiemy?
Obraz przedstawia rondo Ojca Pio we Wrocławiu. Centralnie umieszczona lampa – niemy świadek codziennych zdarzeń – staje się symbolem tego miejsca. Niebo jest przestrzenią ucieczki, oddechu od osaczającej rzeczywistości, która trzyma nas w potrzasku. Napis pojawiający się w obrazie przypomina niezrozumiały język – dźwięk, który słyszymy, ale którego sensu się obawiamy.